Doświadczenia wędrowca ,czyli moja historia o oobe.

Wpis

niedziela, 27 maja 2012

Dobra cząstka "zła"

Moje wątpliwości głównie polegają na nieumiejętności odróżnienia dobrej osoby od złej. Myli się ten kto myśli, iż jest to bardzo łatwe do odróżnienia, gdyż im "wyżej" tym różnica pomiędzy dobrym, a złym się zaciera. Ciężej też jednoznacznie ustalić czy ta osoba rzeczywiście chce nam pomóc, czy jednak coś planuje tylko po to, żeby nas wykorzystać. Dlatego w poprzednim wpisie pisałem o dużej roli zabezpieczania się przed podróżami oobe. Tutaj dojdzie jeszcze inny element.

Oprócz tematu przewodniego, pojawi się inny, nie mniej ciekawy.  Temat pojawiania się poza ciałem w innej formie, jako inna osoba. Zawsze w takim wypadku, moja świadomość jest taka sama, jak moja normalna świadomość. Nie mam żadnych "cudzych" informacji, które pochodziłyby od tej osoby. Jedną rzeczą, która jest inna, to wykonywanie rzeczy, które w momencie kiedy jestem w innej formie stają się dla mnie czymś naturalnym. Takich pojawień się w innych formach na pewno miałem już dwa. Pierwszy raz, jak stałem się lwem, za drugim razem, kiedy pojawiłem się w ciele kobiety. W tym doświadczeniu stałem się .. dzieckiem.

15 maj

Niecodzienne spotkanie z Opiekunem

Obudziłem się około godziny 7 rano, trochę poleżałem, i poszedłem spać próbując wyjść. Nie udało się, usnąłem, jednak świadomość odzyskałem w obszarze przycielesnym. Leżę tak sobie, i widzę wszystko przez zamknięte powieki, moje łóżko jest inaczej ułożone niż zwykle - wstaję ciałem astralnym przechylając je silą woli tak, żeby przypadkiem nie wstać ciałem fizycznym. Wychodzę przez ścianę. Dostrojenie ujdzie, wołam Opiekuna - w końcu, gdy ten się nie pojawia, mówię, żeby pokierował mnie do domu kolegi, którego już dawno nie widziałem, nie wiem nawet gdzie teraz mieszka. Zaczyna mnie coś ciągnąć w jednym kierunku, po czym zmienia kierunek, przypomina mi się stara próba dostania do tego samego kolegi, która wtedy się nie udała. Chcę się zatrzymać, nie mam zamiaru stracić wyjścia, jeśli ma się tak samo skończyć, jak poprzednia próba dostania się do kolegi.

Zatrzymuję się, jestem już jakiś kawałek od mojego domu. Żądam, aby Opiekun pojawił się w końcu, może wyglądać jak chce, ale musi się pokazać. Widzę, jak od stóp coś zaczyna się materializować z efektami świetlnymi, które podążają w górę powoli odsłaniając Opiekuna. Ale ty jesteś wysoki, w głowie pojawia mi się myśl, skojarzenie do Charliego Chaplina - nie wiem dlaczego. Może dlatego, że on w ogóle się nie odzywał przez cały ten czas? Być może o to też chodziło. Podchodzę do niego, i łapię go za rękę. Dopiero teraz zauważam, że to ja jestem mały, i dlatego Opiekun wydawał mi się taki wysoki. Idziemy jakiś fragment drogi, gdy zaczyna mi się psuć dostrojenie. Puszczam go, i mówię do niego jak dziecko, żeby dał mi coś na poprawę dostrojenia, bo mi się psuje. Opiekun nic nie robi, patrzy się tylko. Ja jednak się nie budzę, tylko zasypiam. Klik

Znowu obszar przycielesny. Tym razem chwilę bawię się energią. Czuję, że tym razem jest inaczej, niż ostatnim razem. To tak jakby energia nie kumulowała się już w środku powodując implozje, ale odwrotnie, kierowała się na zewnątrz. Nie kontynuuje tych ćwiczeń, i kiedy mogę wyjść z ciała wychodzę. Mimo iż obok łóżka kręci się bot mojej Mamy, wiem iż jestem poza ciałem. Coś za łatwo wstałem z łóżka, co musi oznaczać, że jestem poza ciałem. Łóżko jest znowu ustawione inaczej, ale tak samo jak pierwszym opisie wyjścia z tego dnia. Przechodzę parę kroków, ale dostrojenie jest tutaj bardzo słabe. Cofa mnie i usypiam. Klik.

Śni mi się jakaś sytuacja, która w ogóle nie miała miejsca w moim życiu, ale w której udział biorą znane mi osoby z mojej rodziny. Nie jest ona zbyt ważna, żeby ją tu opisywać. Kiedy się kończy, powoli nabieram coraz więcej świadomości. Kieruję się na swoje podwórko - klik. Już tam jestem, w miejscu, gdzie powinien stać budynek jest puste miejsce, które zajmuje trawnik. Przypomina mi się, aby zawołać Opiekuna. Tym razem wołam go po imieniu. Zamiast Chaplin wymawiam caplin. Pojawia się jakiś chłopak w ciemnoniebieskiej kurtce, z sankami. Dość dziwnie ubrany zważywszy iż nawet we śnie była ciepła, słoneczna pogoda. Tutaj się budzę.

17 maj

Pomoc od nieznajomego

Obudziłem się po godzinie 8 rano, wstałem, i coś tam porobiłem. O godzinie 10 postanowiłem się ponownie położyć gdyż nie miałem nic do zrobienia, a czułem lekkie zmęczenie. Najpierw śniło mi się, że jadę z paroma innymi osobami w samochodzie i rozmawiamy z jakąś inną osobą z innego wymiaru, która też mieszka na Ziemi. Nie musiałem zbytnio martwić się o rozmowę gdyż w większości to moi towarzysze zadawali pytania, co stanowiło swego rodzaju nowość. Także jednak mogłem zadawać Ninie (tak miała na imię ta osoba) pytania, a ona zadawała nam - normalna rozmowa. Na dworze panowała noc, a droga, którą jechaliśmy była mocno zakorkowana. W pewnym momencie jedna z osób wysiadła z samochodu, i zaczęła rozdawać osobom, które się zgodziły dodatkowe tablice rejestracyjne, przyklejając im pod tą normalną. Na rejestracji tej był czarny napis 100 na pomarańczowym tle. Nie mam pojęcia co to miało znaczyć.

Z rozmowy niestety mało zapamiętałem. Pamiętam, że wtedy myślałem o tej rozmowie, żeby ją zapamiętać. Dowiedziałem się, że u niej jest rok 11, gdyż niedawno przeprowadzili reformę czasu. Klik. Jestem w obszarze przycielesnym. Wszystko jest już na swoim miejscu. Chociaż tym razem coś dziwnego dzieje się z samym procesem wyjścia z ciała. Niby wychodzę - sturlałem się na ziemię, ale dostrojenie było słabe, i w tym momencie... postanowiłem wyjść jeszcze raz. Spowodowało to, że mimo iż już byłem poza ciałem, automatycznie znalazłem się w ciele. Wystarczyło znowu wyobrazić sobie, że wychodzę z ciała by w nim się pojawić. Wydaje mi się, że jest to taka wersja natychmiastowego powrotu, kiedy myśli się o fizycznym palcu u nogi, żeby nim poruszyć. Ta wersja pozwala natychmiast wrócić do ciała bez obudzenia się.

Więc wychodzę drugi raz, znowu coś się dzieje. Chodzi o to, że nic nie widzę, czuję się jak niewidoma osoba. Poprawiam dostrojenie, zaczynam coś widzieć na jedno oko. Idę przez pokój ściągając coś z głowy, jakiś materiał? Nie wiem, wychodzę na zewnątrz. Klik. Jestem już jakiś kawałek drogi od domu, przy skrzyżowaniu zauważam jakąś starszą osobę. Pytam się jej czy może mi pomóc, ta jakby się czegoś obawia, więc zapewniam ją, że niczego jej nie zrobię. Podchodzi, zaczyna coś mi ściągać z oczu, jakby coś odkleiła. Obraz poprawia się, ale dalej nie widzę na jedno oko. Zaczynamy iść, i rozmawiamy sobie. Pokazuje mi się obraz tego oka, na które nie widzę - jest szare z białymi cieniami, dosłownie jak u niewidomej osoby. Pytam się jej: „co to znaczy”?  Odpowiada, że to dobry znak - znak zdrowia. Dodaję, że gorzej by było, gdybym miał czarne oczy.

W pewnym momencie ta osoba mówi, że życie to sen. Zgadza się, potwierdzam. Właśnie w tej chwili śpię w innym śnie, tutaj chodziło mi dosłownie o sen. Osoba się ożywia, i leci przed siebie stwarzając jakby fale, na którą wskakuje i po której mknie. Ja, aby poprawić sobie dostrojenie jeszcze bardziej, wyobrażam sobie, że ręką zgarniam z powietrza energię, która nabiera gęstości, i ją zjadam, po czym także mknę przed siebie wskakując na falę. Ta porcja energii nie pomaga zbytnio, bo od tego momentu nic nie pamiętam. Budzę się, jest prawie 12.

Życie to sen

Ta idea nasunęła mi pewną myśl, chociaż oczywiście zdanie, że "życie to sen" słyszałem już dawno temu. To właśnie dlatego w poprzednim wpisie - "Godzina Cieni" co bardziej spostrzegawcze osoby zauważą, że czasami opis wyjścia z ciała zakańczam opisem np. " jednak to był sen". Jakby się tak zastanowić nad tym stwierdzeniem, dojść można do wniosku, że doświadczenia oobe, jak i ld mają wspólną cechę do doświadczeń z życia fizycznego. W obu przypadkach nasze dawne doświadczenia zaczynają przypominać sen, który z biegiem czasu traci na wyrazistości. I tylko emocje sprawiają, że doświadczenia nabierają trwalszego charakteru, dzięki któremu nadal potrafimy je pamiętać, w taki sposób, w jaki one naprawdę się zdarzyły. Chociaż emocje też potrafią się zmienić jak perfumy, które po pewnym czasie zmieniają swój intensywny zapach na subtelniejszy, i jak gdyby te same uczucia nabierają nowego wymiaru. Jeszcze inaczej, kiedy stare doświadczenia mijają, zostawiają "starych nas" za sobą wyprzedzonych przez "nowych nas", powstaje dystans, o którym często mówi się, że jest to najtrudniejszy dystans do pokonania w życiu. Dystans do samego siebie.

Jeśli ktoś nie potrafi przejść tego dystansu ciągle utożsamiając się z sobą z przeszłości, ten nigdy nie będzie potrafił spojrzeć na rzeczy z innego punktu widzenia. Zostanie uczepiony swojej "starej" wersji jak człowiek który trzyma się kamienia. Przyszła wersja jest jak latawiec, szybująca w powietrzu wskaże nowy kierunek, ale też trzeba uważać, żeby nie zostać oślepionym przez światło.  To taka rozwinięta myśl - "życie to sen", chociaż dałoby się pewnie napisać o tym o wiele więcej, jednak lepiej wrócę do głównego wątku, bo jeszcze za bardzo się rozpiszę.

Dobry czy "zły" ?

W końcu dochodzę do wątpliwości, zawsze kiedy przytrafia mi się dziwne wyjście z ciała lubię zapytać się znajomej osoby o zdanie, gdyż na pewno będzie to inny punkt widzenia, niż mój. No i ta osoba ma większe doświadczenie w rozpoznawaniu istot. W tym wypadku stwierdziła, że ta istota, która tak mi pomogła, to był zły byt, który chciał się do mnie zbliżyć. I jak zauważyć można, nie było w tym spotkaniu niczego strasznego. Mnie zdziwiło to, że po wyjściu miałem tak dziwną wizje, jakbym był na jedno oko niewidomy. Dobra, zajęła się tym "złym" bytem, a ja już przy następnej okazji zobaczyłem, że problemy jakie były przy tym wyjściu zniknęły. Chociaż można powiedzieć, że i tak byłaby to jednorazowa akcja, bo czy Oobe jako zjawisko, nie potrafi zaskoczyć czymś nieoczekiwanym, a moje problemy z wizją mogły być spowodowane czymś w ogóle innym, i zupełnie błahym ? Można, i od tego momentu zacząłem się zastanawiać.

19 maj

Natychmiastowy powrót

Zaczęło się od snu, jestem w swoim domu. Zastanawiam się, czy coś się ze mną dzieje, skoro nawet nie pamiętam co robiłem parę godzin temu. Może to sen? Zaczynam sprawdzać poruszając w myślach jakiś przedmiot - ten jednak ani drgnie. Pobudka. Zauważam, że to jednak był sen. Postanawiam jeszcze chwilę poleżeć, włączam drzemkę, najpierw jedną, później drugą... Odzyskuję świadomość poza ciałem, siedząc na krześle. Jednak z przyzwyczajenia próbuję wyjść. Natychmiast pojawiam się w ciele, i wychodzę z niego. Dostrojenie jest słabe, ale nie zwracam na to uwagi, idę w stronę okna, by przez nie przejść, już powoli przechodzę, widzę ogarniającą wszystko biel, i... pobudka. Dziesięć minut to za krótko na wyjście z ciała, żeby cokolwiek zrobić. Więcej nie włączam już drzemki, godzina 8:00 - można już wstać.

20 maj

Zwiedzanie statku kosmicznego ?

Dzisiaj miałem tylko świadomy sen. Śniło mi się, że zwiedzałem statek kosmiczny, chociaż w ogóle tego statku z zewnątrz nie widziałem. W środku przemieszczałem się po różnych kabinach, w których były różne atrakcje, ale nie mogłem swobodnie chodzić po statku, co też nie udowadnia, że to był statek, chociaż tak mi się wydaje.  Kiedy już zwiedziłem daną lokację, przemieszczałem się do następnej poprzez ucięcie świadomości, i pojawienie się już gdzie indziej. Czyli tzw. klik. Zwiedziłem salę kinową, gdzie w jednej sali były trzy ekrany filmowe i małe widownie, gdzie można było usiąść, i oglądać z innymi film. W jednym pomieszczeniu mogły być odtwarzane trzy różne filmy, gdyż dźwięk  każdego z nich docierał tylko do osób, które siedziały na określonej widowni.

Była tam też sala komputerowa, gdzie wszystkie komputery były do siebie podłączone, i można było ze sobą rozmawiać. Tam trochę się pobawiłem trolując innych, i krzycząc do głośnika "Naleśniki ?!" i kilka innych słów o dziwnej tonacji - haha, tak wiem, jestem idiotą ;) Fajnie było widzieć jak parę osób zdegustowanych moim zachowaniem wyłącza się z sieci :D. Szybko się stamtąd ewakuowałem.

W bibliotece o dziwo, czegoś szukałem, jakaś Pani wskazała mi informacje, których szukałem w wielkiej książce. Gdybym tylko zapamiętał, co ja tam szukałem. Bardziej zapamiętałem to, że w pewnym momencie usłyszałem od tej osoby, że jest już godzina 11. To niemożliwe, upierałem się. Byłem wręcz pewny, że u mnie nie ma takiej jeszcze godziny. W końcu ta Pani powiedziała, że nie ma czasu na dyskusję ze mną, bo ma swoje sprawy. To ludzie poza ciałem nie mają czasu, skoro czas nie istnieje? Kolejna zagadka, która czasem mi się przypomina, kiedy dostaję odpowiedzi w takim stylu. Oczywiście brak czasu nie oznacza, że "ktoś nie może nie mieć czasu", to raczej błędne postrzeganie tego zjawiska, i łączenie to z nieskończonością, co skutkuje takimi błędami. Ale nieważne.

Na końcu miałem widok na Ziemię jakby patrząc się z boku pojazdu, chociaż tego pojazdu latającego w ogóle nie widziałem - tak to było zrobione. Pojazd umieszczony był nisko nad Ziemią. Widziałem jakąś wyspę, a na niej budowlę ze skał piaskowych. Kiedy pomyślałem o tym, że tego miejsca na pewno nie ma na Ziemi - usłyszałem jakby w odpowiedzi, że nie wszystko na Ziemi jest widoczne. Absurdalne było to co później  nastąpiło - pojawiłem się na tej wyspie, a z budowli wyszedł ogromny potwór galaretowaty, cały zielony z łapą z wieloma mackami. Aż się go wystraszyłem, przyciągnął mnie do siebie. Klik. Już na samym końcu widziałem, jakby lecąc nad oceanem, i nurkując w nim, chociaż nie czułem w ogóle wody, jak różne osoby trenowały nurkowanie. To miało coś wspólnego z trenowaniem oddychania. Dostałem myśl, że najmłodsza osoba, która trenuje, potrafi wytrzymać pod wodą bez oddychania 20 minut. Tutaj jednak też pojawił się aspekt bezsensu, bo osoby te, miały tak dużo zaczerpniętego powietrza, że ich brzuchy i twarze były śmiesznie rozdęte. Na tym skończył się ten sen.

23 maj

Ostrzeżenie przed atakiem

 Muszę się przyznać, iż od poprzedniego wpisu - "Godzina cieni" moje myśli poszybowały w kierunku wątpliwości związanych ze spotykanymi istotami. Jak to jest, jak rozpoznać dobrą istotę od złej ? Czy to ma sens, czy to jednak są tylko wytwory mojej wyobraźni, lub skrywanych głęboko w podświadomości lęków. Czy może rzeczywiście sam przyciągam do siebie odpowiednie doświadczenia kierując na nich uwagę? Te krótkie doświadczenie wydaje się, że potwierdziło tą tezę. Potwierdziło to, że sam przyciągam do siebie to, na czym się skupiam.

To było krótkie. Odzyskałem świadomość we śnie, jakaś osoba stała parę metrów przede mną. „Ktoś próbuje Ci się włamać” - powiedziała spokojnym głosem, a ja zobaczyłem obraz - sam kręgosłup. Przybliżenie na dolną część, a na niej mała kulka, która naciskała tak, że ją czułem. „Co mam w takim razie zrobić?” - zapytałem. „Obudź  się”. Wykorzystałem pierwszą lepszą technikę do obudzenia się, jaka przyszła mi do głowy. Udało się, obudziłem się przez krótki moment jak z koszmaru, jakbym czegoś się wystraszył, co było obok, ale dosłownie chwilę później  to uczucie minęło, tak, że wątpiłem już w to, że rzeczywiście to się stało. Po uczuciu wystraszenia się nie został nawet ślad, a jako, że byłem jeszcze senny, to poszedłem spać nie patrząc nawet na zegarek, by sprawdzić godzinę.

25 maj

Nowy kierunek

Poprzednia decyzja zaprzestania nowych spotkań z Cieniem ma swoje podstawy przede wszystkim w tym, iż koncentrując się na nim przyciągam do siebie nieco mniej przyjemne doświadczenia, a przynajmniej taka jest teoria. Postanowiłem więc zmienić całkowicie kierunek, i tym razem zająć się swoją wyższą jaźnią. Wydaje mi się, że Cień powinien być usatysfakcjonowany, więc pora zmienić kierunek. Już po paru dniach pojawiło się coś, co wygląda na początek doświadczeń zawierających nieco wyższe wibracje niż poprzednie.

Ten opis jednak też będzie krótki  z uwagi na to, że nie pamiętam wszystkiego tak doskonale. Poszedłem się położyć na "popołudniową drzemkę", i właśnie wtedy przytrafiło mi się coś takiego. Byłem w jakimś nieco ciemnym miejscu, wśród wielu osób, i mimo, iż ich nie potrafiłem ich zidentyfikować, panowała tam iście przyjacielska atmosfera. Grałem z paroma innymi osobami w bilard. Zdziwiłem się kiedy trafiłem dwie bile na raz do łuz. W pomieszczeniu było trochę ciemno. Chciałem je trochę rozjaśnić, dokładniej to coś co było w powietrzu, a co pełniło rolę lampy. Efekt był mizerny, mi później  przyszła myśl, żeby coś zrobić. Podszedłem do tych osób, i złapałem jedną za ramię. Coś zaczęliśmy robić, jakby wydobywać wewnętrzne światło z każdej osób, które tam były, z siebie też.

Ciężko to opisać, pewne części przypominały ćwiczenia z energią, które tak często robiłem, ale tutaj zostały one wykorzystane, i rozwinięte do wydobycia światła ze środka na zewnątrz. Oprócz odczucia zwiększającej się wewnątrz energii, jak to dawniej opisywałem, że przypomina to podnoszenie się ciśnienia. Tutaj doszedł motyw, iż każdy zaczynał coraz mocniej świecić. Aby przyspieszyć proces każdy wymawiał dźwięczne  Aaaaa (chyba aaa, już nie pamiętam) jak w jakiejś  mantrze, która również miała podnieść wibracje. Czułem, że musi to "przeskoczyć' pewien próg, aby się udało. Po pokonaniu granicy nie stało się nic spektakularnego, a może to ja niczego już nie pamiętam. Obudziłem się. Niestety nie zanotowałem ile to trwało czasu.

26 maj

Dobra cząstka "zła"

To była naprawdę ciekawa noc. Przyniosła kolejne dylematy w spotykanych istotach. Dobry czy zły ? Może jedno i drugie, chociaż efekt jaki to wywołało był według mnie dobry. Może nie od razu tak to postrzegałem, ale po kilku godzinach  inaczej już na to patrzyłem. Coś niby "złego" może przynieść refleksje, jakich w tym wpisie nie brakuje. Nie znaczy to też, że pochwalam "zło". Piszę to tak w nawiasie, bo określenie "zła" może być różne. To znaczy, że coś co na początku wydawało się być "złym" później  znajduje uzasadnienie. Ktoś powie, że nie można usprawiedliwiać zła, tak, ale na szczęście nie muszę być tym, który to osądza, a gdy już znajdę się w takiej sytuacji, to pewnie wszystkie te przemądrzałe teksty pójdą do kosza, ideały przykryje rzeczywistość. Nic nie jest idealne.

Więc, poszedłem spać po 1 w nocy. Najpierw pojawił się jakiś sen, którego nie zapamiętałem. Dopiero w którymś momencie pojawiłem się w obszarze przycielesnym. Dzisiaj jest dzień Mamy, a do mnie poza ciałem przyszła Mama, popracowałem nad pewnym aspektem - widocznie ma jakieś ukryte do mnie pretensje. Ale nie będę o tym pisał jak to wyglądało. Kiedy to się skończyło, Mama gdzieś znikła a ja wyszedłem z ciała po to, żeby wyjść na dwór. Dostrojenie było w miarę dobre. Kroki swe skierowałem ku balkonowi, na nim zauważyłem pewną osobę, która szła spokojnie chodnikiem. Pomyślałem, że może porozmawiam z nim. Przywitałem się, mówiąc  z daleka „Dzień dobry”. Osoba odpowiedziała tak samo. Zdziwiłem się, kiedy ta osoba zaczęła iść w moim kierunku. Zrobiłem parę kroków do tyłu. Osoba ta była śmiesznie ubrana - kapelusz jak jakiegoś czarodzieja, płaszcz i duże zielone boty z białymi kokardami.

Postać ta robiła wszystko powoli, zdjęła buty, i wlazła mi na balkon. Stała naprzeciw mnie, a ja nie wiedziałem co mam robić. Gdy postać zaczęła wyjmować broń, schowałem się za róg ściany. Postanowiłem, że muszę zaatakować, chociaż jeszcze ani razu nie walczyłem z nikim poza ciałem. Wychyliłem się, i stworzonym w rękach m16 oddałem serie strzałów, jednak nie zrobiła ona na moim przeciwniku żadnego wrażenia. Dalej stał w miejscu, powoli celując we mnie. W tym momencie spanikowałem, i zmieniłem formę na bardziej subtelną, przy której latałem po pokojach jak jakiś duch. Tak, nie jestem aż tak odważny, jak można było to (chyba) zobaczyć w spotkaniach z Cieniem. Przy spotkaniach z nim byłem pewny, że nic mi nie zrobi. Tutaj niepokój budziła we mnie ta powolność spotkanej istoty. Tak jakby jednocześnie była bardzo pewna tego co robi. Wolałem się wycofać do ciała techniką natychmiastowego powrotu. Co ciekawe, ta postać cały czas była w tym samym miejscu, nie zaatakowała mnie, chociaż ja tak, po tym jak zaczęła do mnie celować z broni.

Powróciłem, obudziłem się. Czuję wielkie trzęsienie Ziemi i ogromny hałas jakiejś wielkiej fali, jak po wybuchu bomby atomowej, która zmiata z powierzchni Ziemi wszystko, co spotka na swej drodze. Więc to tak się skończy - myślę sobie - nie panikuję, bo i tak to bez sensu. Jestem pogodzony ze śmiercią. Wiem, że to tylko kwestia czasu, zanim fala dojdzie do mojego domu. Przynajmniej nie będzie trwało to długo.  Nim fala dociera do mojego domu, budzę się. Bardzo się zdziwiłem tym zakończeniem doświadczenia. Godzina gdzieś po 3 w nocy. Z przejęcia spać poszedłem dopiero po 4 w nocy, i nawet cieszyłem się, że już nic mi się tej nocy więcej nie przytrafiło. Po obudzeniu się, moja perspektywa na to wydarzenie zmieniła się.

Czułem, że gdzieś w głębi ta eksplozja mogła rozwalić kilka blokad, jakie w sobie miałem, ale które dalej stoją, bo mentalnie dalej narzucam sobie ograniczenia. Kiedy już nie będziemy w stanie zniszczyć samych blokad, będziemy musieli zniszczyć blokady wraz z sobą , bo aż tak bardzo wtopimy się w te blokady, że te staną się częścią nas samych, i dopiero potężna eksplozja uwolni nas od nich.

Teraz trzeba sobie zadać pytanie - czym ma być ta eksplozja? Na pewno nie w dosłownym znaczeniu, ale coś innego. Ja tymczasem powracam do swoich ćwiczeń, a w kolejnych wpisach podzielę się z Wami, co z tego wyjdzie. Do przeczytania!

PS: Bilu, dzięki za korektę :)



Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
marcinoo48
Czas publikacji:
niedziela, 27 maja 2012 19:47

Polecane wpisy