Doświadczenia wędrowca ,czyli moja historia o oobe.

Wpis

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Wewnętrzna akceptacja

Jak już zauważyliście, powoli zaczynam w swoich wpisach pisać więcej o swojej historii. Robię to tylko wtedy, kiedy dane doświadczenia poza cielesne zahaczają o konkretne aspekty życia fizycznego. Nie zamierzam pisać tutaj szczegółowo o swoim życiu, wystarczy powiedzieć, że jest hmm różnorodne. Jednocześnie, jeśli coś się pojawi,co będzie wymagało opisu, to z tego nie zrezygnuje. W dzisiejszym wpisie będzie trochę o odrzuceniu i wewnętrznej akceptacji.

13 lipca

Wybór

Sen, jestem w jakimś miejscu, ale miejsce nie ma większego znaczenia. Słyszę jak mówią do mnie dwie osoby, chcą abym wybrał jedną z nich. Kobieta i facet, słyszę głosy, jeden po lewej stronie, drugi po prawej. Muszę wybrać tylko jeden z nich, ale ... Klik Biegnę z jakąś dziewczyną trzymając ją za rękę. Jakiś biurowiec, wszędzie widać zniszczenia, rozwalone komputery wala się na ziemi, światło gaśnie i zapala się co jakiś czas jak w jakimś horrorze. Wiem, że chciałem coś odzyskać, a później trzeba było uciekać, razem z dziewczyną, dalej trzymałem ją za rękę. Tym czymś po co biegłem był telefon ? Wracam na dół, ktoś krzyczy padnij, więc rzucam się razem z dziewczyną na podłogę. Słychać jak szyby pękają pod naporem nacierających na nich zombie, a zaraz za tymi dźwiękami pojawiają się odgłosy strzelania. Skąd wiem, że to zombie  ? Po prostu wiem, tak samo jak to, że ktoś nas ocalił, i nawet nie wiem kto. Nie widziałem ich, to jakaś grupa ludzi, jeden z nich wyraźnie zadowolony zaczął mówić - ten pocisk przebije każdy pancerz. Niemal mógłbym zobaczyć jego uśmiech jak to mówił i to jak trzyma pokazowo jeden nabój, ale się obudziłem.

Godzina 3:20 - pierwszy raz zrozumiałem przesłanie snu. Wybór jaki musiałem podjąć, a jaki został podjęty za mnie. Wybór pomiędzy matką a ojcem, dzień w którym zostałem odrzucony przez swojego ojca. Gdy tylko zdałem sobie z tego sprawę, zrobiło mi się wewnątrz smutno, więc postanowiłem coś z tym zrobić. Stworzyłem szybko technikę, w której wybaczyłem swojemu ojcu za to co się stało. Technika jest prosta, powrót da dawnych sytuacji i w moim wypadku, poprzez przytulenie się do danej osoby wybaczenie tego co zrobiła, lub prośba o wybaczenie, z pewnością, że ono zostanie udzielone. To pomaga, chociaż nie odkrywa to przed nami skutków, jakie zostały wyrządzone przez pewne sytuacje.

A skutki zmieniają nas bardzo, zabierają pewne rzeczy, o które w przyszłości będziemy walczyć lub unikać bojąc się kolejnych ran. Rany fizyczne szybko się goją, ale te psychiczne zostają i potrafią być dobrze ukryte, a później  dziwimy się, że pewne sytuacje po prostu się zdarzają. W moim wypadku pomocna była książka "Eichelberger - Zdradzony przez ojca" - więc polecam, nie tylko dla osób, które zostały w jakiś sposób odrzucone. Książka pozwala zrozumieć zachowania innych ludzi, swoje także. Wszak jedyną różnicą pomiędzy dziećmi a rodzicami jest wiek, kiedyś i dzieci wejdą w rolę rodziców, dobrze więc by było, żeby nie przekazywały dalej negatywnych wzorców zachowań, jakich doświadczały w dzieciństwie i z jakimi muszą sobie radzić.

16 lipca

Wyciągnięcie z ciała przez Mtj'a

To również byłby zwykły sen, gdyby nie to, że w pewnym momencie usłyszałem głos, który mówił "W tym momencie otworzysz oczy". Był to nagrany głos, który słyszałem na słuchawkach. Nade mną czułem obecność Mtj'a, jego energii nie mógłbym pomylić z żadną inną, chociaż czułem, że stał się trochę inny, jakby silniejszy od momentu, kiedy ostatni raz się z nim spotkałem. Ten pomysł z nagraniem na słuchawkach naprawdę wywarł na mnie wrażenie, pomyślałem, że było to bardzo sprytne, że Mtj jest bardzo sprytny, chciał mi się tak pokazać, z tej strony. Otworzyłem oczy będąc już poza ciałem, w miejscu gdzie spałem jako dziecko. Oczywiście nie był to koniec, co trudno opisać, Mtj wyjął mnie z ciała astralnego, od tego czasu czułem się jak kula. Dosłownie kula, która czuje swoje ograniczenie jakby fizyczne,a jednocześnie odczuwa w okół siebie niewypowiedzianą radość przebywania w tym stanie.

Czułem się jakbym z pewnej wysokości, na której byłem jako kula, opadał powoli w dół szybując trzymany za ręce, których fizycznie wtedy nie czułem, ale można to do tego porównać, kręcił się w okół Mtj'a jak dziecko w okół ojca nabierając przy tym tą radość jak chomik, który magazynował jedzenie na później. Ciekawe, że mimo iż to wszystko było w zwolnionym jakby tempie, ja odczuwałem niemal jak brak mi tchu przy tym kręceniu. Dla mnie było to coś niesamowitego, jednak w końcu opadłem na dół. Znowu bylem w astralnej formie, po Mtj'cie nie pozostał ślad, po radości też, ale dobrze wiedziałem, że ta radość została wewnątrz mnie i dzięki niej tęsknota za domem została zaspokojona. Tutaj też, wydarzyła się pewna sytuacja, której już nie opiszę. O wiele ważniejszy w tym wszystkim dla czytelników, jest komunikat jaki zostawił mi Mtj podczas tego kręcenia się. Czułem, jakby chciał mi powiedzieć "Nie martw się, wszystko jest dokładnie zaplanowane".  Odbieram to w pozytywny sposób, bo to co doświadczamy nie jest przypadkowe i niesie ze sobą konkretne treści.

18 lipca

Pierścień Damoklesa

Kolejny sen, jestem w szkole, zauważam, że trzymam w rękach złoty pierścień z wyrytymi na nim różnymi znakami i napisem. Napis szybko odszyfrowuje, wiem intuicyjnie, że trzeba go czytać jedna literka od lewej strony, a następna od prawej. Tym sposobem zapamiętuje słowo "Demokles". Jednak dobrze wiem, że chodzi o Damoklesa, zostało mi to w pamięci dzięki słowie "Demo". Kiedy tak patrzyłem się na pierścień, zupełnie nie wiedziałem co on oznacza, chociaż domyślałem się, że Damokles ma związek z mitologią. W końcu powiedziałem na głos "Powierzam Ci Boże ten pierścień". Po wypowiedzeniu tych słów pierścień został zniszczony, rozpadł się w większości na piach pozostawiając tylko parę drobnych elementów, które mogłyby świadczyć, że tworzyły kiedyś pierścień.

20 lipca

Boża ochrona

Odzyskuje świadomość w obszarze przycielesnym, wychodzę wyobrażając sobie jak wstaję, podnoszę się siłą woli. Po wyjściu nic nie widzę, ale nie martwię się tym zbytnio, wiem, że mam ochronę Boga, więc czego miałbym się bać ? Idę parę kroków, cofa mnie do ciała. Koniec z astralnych podróży, ale tym też się nie przejmuje. Po obudzeniu się w ciągu dnia zauważam uczucie nad głową, jakby koła zawieszonego i czuję, że te koło oczyszcza moje myśli, są jakby czystsze, nie ma w nich żadnych negatywnych myśli. Tylko w tym dniu odczuwałem coś takiego, już więcej się to nie powtórzyło.

We wcześniejszych tekstach o Bogu, kiedy miałem w sobie wewnętrzną pewność, że istnieje zapomniałem napisać o poczuciu bezpieczeństwa. O tym, że przestałem bać się ataków energetycznych. Tym bardziej, że były momenty, gdzie byłem przez coś atakowany. Raz coś mnie ostrzegło o tym we śnie, żebym się zbudził. Drugim ważnym aspektem, który był tak oczywisty, że o nim nie wspomniałem był kontakt z Bogiem i kierowanie bezpośrednio do niego swoich próśb zamiast do np. Opiekuna duchowego czy innych Aniołów. Tutaj powstaje pytanie, czy swoje prośby kierować do Opiekunów, Aniołów czy od razu do Boga ? Czy lepiej jest kierować swoje prośby do Opiekunów i Aniołów bo są jakby "bliżej nas"  ? Chyba będę postępował intuicyjnie, to będzie najlepsze wyjście. W końcu zamiast myśleć o tym, do kogo się zwrócić, lepiej wyrazić swoje pragnienia, wszechświat usłyszy i na pewno wysłucha a to oznacza, że można iść dalej.

21 lipca

Jak zostałem pozbawiony woli życia

Te wszystkie doświadczenia sprawiły, że miałem chęć podzielenia się nimi z innymi osobami. I zrobiłem to, napisałem tekst o odkryciu, że jestem aniołem, o kontakcie z Bogiem i wsparciu Mtj'a - czyli nad duszy. Ale wewnątrz mnie jeszcze była niepewność, negacja tego kim jestem, kim mogłem być i tutaj chciałem potwierdzić to, czego do tej pory się dowiedziałem. I w śnie znalazła się ku temu okazja, chociaż najpierw musiałem przejść przez pewne zdarzenie.

Znowu niby zwykły sen. Jestem na uczelni, rozdaje ludziom kartki, które jak się później  im przyglądam, okazują się być kartkami z mojego zeszyty z jakiegoś przedmiotu. Zauważa mnie jakaś dziewczyna, podchodzi do mnie pytając czy jej nie poznaje. Nie mam pojęcia kim jest, ale daje się jej poprowadzić. Wychodzimy z uczelni. klik Chodzimy sobie jakiś czas, gdy w pewnym momencie moja towarzyszka stwierdza, że to nie był dobry pomysł aby ze mną pójść. Wręcz zaczyna mnie o to oskarżać i kończy zdaniem, które dosłownie mnie rozwala. "Twoja miłość nie jest prawdziwa, kochasz bo chcesz być kochany". Próbuje się jakoś wytłumaczyć, płaczę i nie umiem powstrzymać łez, ale nie biegnę za nią. Czuję jakby jednym zdaniem zabrała mi całą wolę życia, nic nie jest już ważne. Nie myślę o tym co będzie dalej, upadam do tyłu. Wpadam do ziemi, która mnie pochłania tak łagodnie, że aż to dziwne. Przelatuje przez nią a czerń, która wypełnia już całą przestrzeń zaczyna mnie jakby otulać, przez co się zatrzymuje w swym upadku.

Ktoś zaczyna wysyłać mi masę informacji, niby rota, która jest podzielona na wiele małych fragmentów. Świadomość fizyczna nie jest w stanie nawet tego ogarnąć, ale niefizyczna zdaje się, że wszystko zaczyna rozumieć. Więc to tak, aha - komentuje przy otrzymywaniu kolejnych porcji informacji, przykładów, które nadchodzą jeden po drugim. Wydaje się, że otrzymywane informacje zaczynają mnie składać. Zostałem rozwalony, a to powoli mnie składa z powrotem. Moja wola życiu znowu powstaje, wracam. klik

Testowanie skrzydeł

Jestem na swoim podwórku, zauważam, że jak wchodzę w ściany to po wyjściu z nich automatycznie przenoszę się w inne miejsce. Próbuje i przechodzę, jestem gdzieś, nie znam tego miejsca. Na środku jest teren otoczony płotami, a w środku jakiś byk goni ludzi po wytyczonej trasie. Wchodzę tam, ale dla bezpieczeństwa używam niewidzialności, by nikt nie mógł mnie zobaczyć. Są tam jakieś budki, oglądam je. Nic ciekawego w nich nie ma, w końcu idę stamtąd. klik Znowu jestem na swoim podwórku, tylko w innym miejscu. Wersja podwórka jest sprzed paru lat, brakuje nowych budynków, jakie zostały wybudowane. Mi przychodzą myśli, że przecież miałem sprawdzić swoje skrzydła. Normalnie ich nie widać, bo są stworzone z subtelnych energii. Tylko na wyższych poziomach normalnie je widać, tutaj muszę zechcieć je zobaczyć. Patrzę się za siebie i mówię, żeby moje skrzydła się ukazały.

Widzę jak powoli wyłaniają się z białej poświaty - są białe, nic więcej. Nie muszę uczyć się jak się nimi posługiwać, od razu wiem. Latanie przy użyciu skrzydeł jest bardzo intuicyjne, przypomina to jakby przyciskało się z tyłu pleców jakiś przycisk a skrzydła same zaczynają działać. Od siły "wciśnięcia" tego przycisku zależy to, jak szybko lecę. Jak mocniej "przycisnę" to szybciej polecę, ważny jest też kąt ułożenia, bo mogę lecieć w każdą stronę, jednak trzeba wiedzieć, że to tylko wygląda skomplikowanie w opisie, w praktyce jest to bardzo łatwe. Więc lecimy do nieba ...

W niebie, miejscu pełnym bieli i chmur dostrzegam tablicę ogłoszeń. Są tam różne rankingi, ale patrząc na nie od razu wiem, że mnie tam nie ma. klik Odnajduję osobę, która zgadza się mi "pomóc", też jest ciekawa czy moje skrzydła są prawdziwe. Mówi pytająco - może są one namalowane ? I w następnej chwili moje skrzydła nie mają ani jednego pióra, sama skóra. Dzięki temu mogę dostrzec na plecach jaśniejsze miejsca wokół skrzydeł - zapewne blizny po wypalaniu ich na moich plecach. To dlatego wtedy to bolało, naprawdę mi wypalili skrzydła. Doskonale wiedziałem jaki był plan, byłem zdeterminowany, żeby udowodnić sobie, że te skrzydła są prawdziwe. Jaki był plan ? Ta osoba miała pozwolenie ode mnie na obcięcie mi skrzydeł, wiec biorąc wielkie nożyce w ręce przystąpiła do dzieła.

Kiedy ja tak dalej patrzyłem się na plecy, widziałem również jak nożyce niebezpiecznie zbliżają się do skrzydeł, podchodzą pod nie i zaczynają ciąć. Właśnie w tym momencie zauważyłem, jak z miejsca gdzie ciął wystawały nici, którymi skrzydła były przyszyte do pleców. Wypalane i przyszyte ? Zamyśliłem się, ale kiedy ból do mnie dotarł od razu zabrałem skrzydła spod rąk pomocnej osoby. Nie pamiętam co się dalej stało, usnąłem, ale nie miałem snów, a jednocześnie nie obudziłem się od razu. Dopiero po jakimś czasie, takim po którym nie miałem wątpliwości o ucięciu świadomości i braku tego, co się działo dalej.  Jakoś dziwnie te dwa elementy opierają się na sprawdzaniu czy coś jest prawdziwe. Raz, jakaś osoba kwestionowała moją miłości, dwa - ja sam kwestionowałem prawdziwość swoich skrzydeł. Czy naprawdę muszę niemal coś stracić aby przekonać się, że to jest prawdziwe ?

24 lipca

Symbole na rękach

Sen, początek z ograniczoną świadomością. Robię zakupy w sklepie z Mamą, później przenosi mnie z nią do kościoła, a dokładniej jak schodzę schodami zakręconymi w prawą stroną do piwnicy. Z naszej lewej strony nie ma żadnej ściany, pole widzenia ogranicza mgła, ale dobrze wiem, że miejsce w którym jestem jest bardzo duże i zajmie nam dużo czasu aby dostać się na dół. W tym miejscu panuje bardzo fajna, tajemnicza atmosfera. Kiedy tak schodzimy w dół, natrafiamy na kogoś kto tam pracuje i jest ciekawy dlaczego tu jesteśmy. Odpowiadam szybko, że przyszliśmy pozwiedzać, a moja Mama nagle się ożywia i chce powiedzieć tej osobie całą o mnie prawdę, kim jestem. 

Nie zamierzałem do tego dopuścić, więc ją zagłuszyłem mówiąc, żeby ta osoba jej nie słuchała, bo moja Mama plecie jakieś niestworzone rzeczy. Skończyło się tak, że i ja nie usłyszałem tego, co chciała powiedzieć. Nagle poczułem na wewnętrznej części dłoni wypalanie, spojrzałem się na ręce, zauważyłem na jednej i drugiej ręce prawie ten sam znak. Były w nich tylko drobne różnice co do literek jakie były w środku, jednak wszystko było takie same na obu dłoniach. Szybko zacisnąłem dłonie, żeby nie dawać żadnych znaków tej osobie - nic się nie stało. Jednak ja dobrze wiedziałem, że znaki przypominają mi to, o czym tak bardzo teraz chciałem zapomnieć.

Kolejne negacje

Dostałem od Thiasa muzyczną rekomendację "Skrzydlate ręce" zespołu Enej. W pierwszych dniach słuchania, dostrzegam w niej niemal dosłowne znaczenie, które dla mnie jest wręcz oczywiste. Później , już nawet nie mam ochoty słuchać tej piosenki. Niemal rzygam piórami, to nie ma sensu. W tekście napisanym na stronę "Świat ducha" napisałem o akceptacji, o tym, że powoli zaczynam akceptować to, kim jestem. Ale nie wiedziałem, że pojawi się taki czas, w którym zaneguje te wszystkie doświadczenia i nie będę chciał o tym nawet słyszeć.

29 lipca

Wewnętrzna akceptacja

Jak się później okaże, napisanie tekstu na stronę "Świat ducha" było istotną rzecz, dlatego, bo pewne przypadkowe doświadczenia wręcz wskazują na to, że to nie jest przypadkowe. Tego dnia, po wielu dniach wewnętrznej negacji, zauważyłem różnicę. Coś się we mnie zmieniło, coś na co zwróciłem uwagę po tym, jak nie zauważyłem negacji. "Zajrzałem" więc do środka siebie, siedziałem wtedy tak samo jak przy pisaniu tego tekstu przy biurku. Zamknąłem oczy i poczułem wewnętrzną akceptacje "Więc naprawdę jestem ..." Przy tym kiedy to pomyślałem poczułem napływającą energię od dołu. Biegła ona w ciele cały czas do góry, ale wokół ciała przy czakramie splotu słonecznego powstał duży pas energii, który jakby mnie otulał od tyłu w kształcie półokręgu. Energia płynąca w ciele nie dała rady wzbić się ponad czakrę gardła, tam ostatni raz ją poczułem, po czym znikła, ale i tak wokół głowy powstał pas energii, taki sam jak w przypadku czakramu splotu słonecznego.

Co jeszcze można o tym powiedzieć, to fakt, że ta wewnętrzna akceptacja nie wymaga ode mnie żadnych negacji czy potwierdzeń. Ona po prostu jest, przeszła mi już chęć udowodnienia sobie, czy naprawdę jestem Aniołem, czuję to i to mi wystarczy.

Doświadczenie tej energii było bardzo fajne, ale jak później próbowałem je powtórzyć mówiąc w myślach to, co przedtem odkryłem, nic się nie działo. Tylko za tym pierwszym razem, a szkoda :). Tego samego dnia, po mniej więcej dwóch godzinach od tego, dostałem maila, że mój tekst zostanie przeczytany w wolnym czasie i po jakimś czasie  został opublikowany "Skrzydlate ręce"  - Tytuł oczywiście zaczerpnięty z piosenki.

Ostatni wpis

A teraz na jakiś czas znikam z bloga, kiedyś powrócę i opiszę co się działo przez czas mojej nieobecności. Czuję, że zbliża się czas na trochę inne działania, aniżeli opisywanie ich tutaj na blogu. A pisanie trochę zabiera czasu i uwagi, muszę ją dać gdzie indziej. Pewne etapy mam już za sobą, są nimi - odzyskanie skrzydeł, odnowienie relacji z Bogiem, wewnętrzna akceptacja .. a gdzieś w oddali zbliża się kolejny cel, do którego zamierzam dojść. Chociaż pewne osoby powiedzą, że tam się nie dochodzi, tam się już jest. No cóż, z mojego punktu widzenia to droga ;) Ale być może ten punkt widzenia ulegnie zmianie. Tak więc, to ostatni wpis, a przynajmniej tego typu. Jeśli pojawi się coś bardzo ważnego, to na pewno o tym napiszę. W innym wypadku poczekam na odpowiedni czas reaktywacji bloga i wtedy na spokojnie o wszystkim napiszę. Życzcie mi powodzenia, ja także życzę Wam powodzenia na Waszej drodze, abyście doszli do celu , tam wszyscy się spotkamy :)

http://www.youtube.com/watch?v=n3Hv-1MWz2Y

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
marcinoo48
Czas publikacji:
poniedziałek, 20 sierpnia 2012 02:31

Polecane wpisy

  • a Kontemplacja ?

    Z tego co już napisałem wynika, że należy skupić się w doświadczeniach na kontemplacji zamiast interpretacji, ale czym jest Kontemplacja ? Kontemplacja jest

  • w snach to nie interpretacja

    Znowu to robię, interpretuje sny według elementów, które zwą się oczekiwaniami. To droga która prowadzi do zakłamań, dlatego czasami lepiej pozostawić interpret

  • To co jest ważne

    Powodem mojej nieobecności na blogu był brak ciekawych doświadczeń do opisania. To znaczy, miałem jakieś doświadczenia, ale nie uznałem ich za na tyle ciekawe,