Doświadczenia wędrowca ,czyli moja historia o oobe.

Wpis

sobota, 23 lutego 2013

Droga łowcy

W tym wpisie znowu pojawi się aspekt skrzydeł, ale także dziwnych spotkań, które tym razem będą o wiele ciekawsze z uwagi na towarzyszące im zjawiska. Pojawi się także znana osoba z świata obenautyki, ale z uwagi na swoją milczącą rolę, stanowi ona raczej ciekawostkę, która jak myślę, tak samo jak u mnie i w was wywoła element zainteresowania dalszymi losami.

26.01.2013

Skrzydła orła

Odzyskałem świadomość w obszarze przycielesnym na niskim poziomie dostrojenia, tym, który ze względu na niską fazę stwarza możliwość spotkania botów, które swoimi działaniami zakłócają nam możliwość poszerzenia świadomości i usypiają czujność. Nie dość, że znajdowałem się na drugim, wyimaginowanym łóżku, którego w rzeczywistości nie ma, to i tak nie mogłem zauważyć różnicy. Mama -bot coś ode mnie chciała, ja spałem i wierciłem się na łóżku. Jednak nie mogłem spać, bo zaczynało mną bujać ... Tak, to te bujanie, które wskazuje, że można już wyjść z ciała. Znowu bałem się, że wylecę z łóżka. Kiedy minęło parę chwil, w końcu dotarło do mnie, że w zasadzie jestem poza ciałem. Wystarczyło już tylko wyjść, dalej mnie bujało, aż wybujało za łóżko. Nie patrząc się na kiepskie dostrojenie i słabą widoczność pokoju, wyszedłem przez ścianę na dwór.

Tam dostrojenie się trochę poprawiło, więc postanowiłem, że sprawdzę swoje skrzydła. Do tego celu chciałem stworzyć lustro. Ruchami rąk obrysowałem kontury, reszta sama się pojawiła. Pierwszą rzeczą jaką zauważyłem, był brak skrzydeł, które od razu się pojawiły, kiedy tylko pomyślałem, że ich nie mam. Sam mój wygląd był w normie, jednak skrzydła były już inne od tych, które widziałem poprzednim razem. Wyglądem przypominały one skrzydła orła, najwięcej w nich było brązu, który stopniowo przechodził w inne kolory od czerni do bieli. Niestety szybko zaczęło psuć mi się dostrojenie i to był już koniec moich dzisiejszych przygód.

29.012013

Droga łowcy

Parę dni później miałem ciekawą sytuacje. Zaczęło się od tajemniczego nieświadomego snu. Wykonywałem w nim wszystko podświadomie podążając za wskazówkami, w nieznanym mi domu chodziłem od pokoju do pokoju wykonując coś, czego nie dane mi było zobaczyć. Pamięć włączyła mi się od momentu, kiedy już szedłem korytarzem do innego pokoju, a kiedy już byłem przed chwilą w innym i wykonywałem dziwny zabieg. Mimo, iż nie pamiętałem go zupełnie, to podświadomość zawierała tą wiedzę i było to dla mnie tak oczywiste, że nie musiałem o tym długo myśleć. Wskazówki dotyczyły tego, że zabieg trzeba było wykonywać w konkretnym stanie umysłu, takie pozytywne nastawienie i wiara, że nam się uda. Nie mam pojęcia co to było.

Obudziłem się w obszarze przycielesnym na dość dobrym dostrojeniu, ale tak jak jeszcze nigdy wcześniej. W mojej świadomości przewagę miała świadomość niefizyczna, a świadomość fizyczna, którą znamy z życia fizycznego była jakby obserwatorem. W pokoju panował mrok, ale mimo to wyczuwałem, że ktoś siedzi obok mnie i mnie instruuje. Mój widok obserwatora był jakby z trzeciej osoby umieszczony za plecami osoby, która przy mnie siedziała, więc nie widziałem jego twarzy, ale wiedziałem, że tam jest. W tym wszystkim byłem pewny siebie, niefizyczna świadomość wiedziała co robi, a mój sprzymierzeniec opowiadał mi coś, czego nie udało się zapamiętać fizycznej świadomości. Potrafiłem wyłapać tylko słowa, które powtórzyła moja niefizyczna świadomość, jakby wyciągając wniosek z otrzymywanej wiedzy. Wiedziała ona, że ma to wszystko związek z sztuką śnienia, ale nie nazwała by tego drogą wojownika, to droga łowcy.

Po tym wniosku otrzymała komunikat, żeby się nie wychylać. Jak miałem to niby zrobić, skoro fizyczną świadomością nawet nie czułem swojego ciała ? Dopiero po chwili zauważyłem, że komunikat ten miał dużo sensu. Strach, który zacząłem czuć był, mówiąc artystycznie - cieniem kruka, który usiadł mi przed twarzą. Kolejny komunikat brzmiał, Spokojnie. Może i strach nie dochodził do mnie z całą swoją siłą z uwagi na umiejscowienie świadomości fizycznej, ale mimo to czułem go. Poczułem jeszcze bardziej, kiedy kruk (tutaj należy się wyjaśnienie, że ja go wyczuwałem, że jest cały czarny, bo go nie widziałem. To wszystko było jakby odbiorem mentalnym niż normalnym ogarnięciem wzrokiem) zaczął dziobać mnie w szyje. Raz za razem jak dzięcioł, który wydłubuje z drzewa robaki. Dla mnie to było już za dużo i chciałem się obudzić. Obudziłem się, jednak przez dosłownie ułamek sekundy doświadczyłem strachu, którego już kiedyś poznałem. To ten strach, jakby coś w powietrzu zniknęło, rozmyło się niczym mgła  i zabrało ze sobą swój strach, a po tym, jak po mrugnięciu powiekami nie pamiętało się nawet o tym, że przed chwilą czegokolwiek się wystraszyło. Ciekawe zjawisko.

04.02.2013

Nowa astralna forma

Znowu podobna sytuacja, w której odzyskuje świadomość w obszarze przycielesnym i wyczuwam wszystko jak ślepiec pozostałymi zmysłami. Ta sytuacja zaczyna się jednak od małego pokazu. Budząc się w obszarze przycielesnym od razu zauważam, że jestem w nowej formie. Nie mam głowy, rąk ani nóg, a mimo to mój umysł próbuje przyporządkować nowe uczucie do znanej sobie formy, bo jak to można być bez formy ? Umysł już znalazł,  jest coś podobnego do tego, jak się teraz czuję. Ta forma to gwiazda, starfish z tą różnicą, że nie czuje poszczególnych części, ale czuję się jako całość, świadomość.

Następuje przełączenie, znowu jestem w swojej starej formie. Znowu mam ręce, nogi, głowę. Stary ja po prostu. Jednocześnie wyczuwam kogoś parę metrów od łóżka, ta osoba nic nie robi. Tylko sobie stoi, ale jej ident jest mocny i kiedy do mnie przenika, ja zaczynam się dziwić. Robert Monroe ? Oprócz tego jest jeszcze jakiś głosik, jakby sprzymierzeńca, który coś mi tam mówi, jak ja to zapamiętam ? Jak opiszę formę w której byłem. Nie wiem. Nie mam zresztą czasu na myślenie, od razu następuje przełączenie w nową formę, ale tym razem z nowymi, dodatkowymi atrakcjami.

Czuję się jakbym z dużą szybkością wchodził, wgłębiał się w swoją nową formę i to w bardzo szybkim tempie, przy którym od razu co chwilę następuje zakotwiczenie. To dzieje się dla mnie za szybko, wyrażnie wysyłam sygnał, że chcę przerwać. Ostra jazda bez trzymanki, tak to można nazwać. Sygnał zostaje odebrany, budzę się. Jak ja się z tego cieszę, jedyne co może posłużyć za przykład jak to wyglądało, bo trudno z tego opisu sobie to wyobrażić,  może być inne moje doświadczenie, gdzie czułem, że jestem w krytycznym momencie a energia dalej się nasila, jeszcze trochę a eksploduje ... Może teraz bym nie eksplodował, ale szybkość działania była jak dla mnie za szybka. Kiedy czujesz, że nie masz nad czymś kontroli, zaczynasz się obawiać jak to się skończy i dlatego postanowiłem się obudzić.

Robert Monroe

Dlaczego pojawił mi się Robert Monroe ? Gdy o tym myślę, zaczynam składać pewne wcześniejsze doświadczenia w całość. Otrzymanie roty, którą można streścić w słowach "Jest Plan" zawiera znaną maksymę Roberta Monroe. Drugą sprawą jest to, że podczas dawnego doświadczenia, gdzie ktoś wypalał mi coś na plecach, słyszałem dźwięki   hemi-sync. Wynalazł  je oczywiście nie kto inny jak Robert Monroe. Czy to tylko przypadek ? Nie, no przecież  " Jest Plan" ;) Dobra, ja dalej nic nie wiem. Do przeczytania w kolejnym wpisie, zawsze w soboty ;)

 

Nie ma początku i nie ma końca,
Jest tylko zmiana.
Nie ma nauczyciela i nie ma ucznia,
Jest tylko pamiętanie.
Nie ma dobra i nie ma zła,
Jest tylko wyrażanie.
Nie ma połączenia i nie ma dzielenia,
Jest tylko jedność.
Nie ma radości i nie ma smutku,
Jest tylko miłość.
Nie ma większości i nie ma mniejszości,
Jest tylko równowaga.
Nie ma zastoju i nie ma entropii,
Jest tylko ruch.
Nie ma czuwania i nie ma snu,
Jest tylko istnienie.
Nie ma ograniczeń i nie ma przypadku,
Jest tylko plan.

Robert A. Monroe - Najdalsza Podróż

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
marcinoo48
Czas publikacji:
sobota, 23 lutego 2013 14:23

Polecane wpisy